Pentliczka xD
------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Rozdział XII
Spotkanie i
wyścig z czasem…
- Erwin! Obudź się! – wołała Julia. Nagle chłopak otworzył oczy.
- Co?! Gdzie?! Jak?! – wołał jak opętany.
- Spokojnie! To ja! Julia – powtarzała mu dziewczyna.
- Czy ja umarłem? – pytał się Erwin.
- Nie, chyba nie. Przynajmniej tak powiedziała mi Sheut – wyjaśniła Julia.
- Gdzie my w ogóle jesteśmy? – pytał się obolały po upadku Erwin.
- Nie jestem pewna, ale to jakieś podziemne państwo. Musimy iść tym
wąwozem aż spotkamy Thota. On powie nam, co dalej robić – wyjaśniła Julia. – A ty?
Jak się tu dostałeś? – pytała dziewczyna.
- Odkryliśmy nową komnatę i niestety to ja okazałem się tym, który jak
zwykle daje się wciągnąć w pułapki – zaśmiał się Erwin.
- Ciekawe, co robią Patryk i Pati – ciekawiła się dziewczyna.
- Mam nadzieję, że chociaż odkryli coś
nowego – powiedział Erwin. Po długiej rozmowie wreszcie ruszyli przed siebie.
Doszli do wniosku, że klucz musi coś otwierać. To, co otwiera objawi się
prędzej czy później. Po dość długiej wędrówce doszli do wielkiej bramy.
- Stać! Kto idzie? – rozległ się potężny głos.
- Przysłała nas tu Maat. Ja jestem jej potomkiem, a to… - tu Julia nie
dokończyła, bo Thot rozpoznał Erwina.
- Witajcie. Zanim wpuszczę was do rzeki Ib, musicie coś wiedzieć. Musicie
wrócić stamtąd zanim piasek w klepsydrze się przesypie. Macie dokładnie dzień. Teraz
idźcie i nie zapomnijcie o kluczu – powiedział Thot, po czym wpuścił ich do
przepięknej doliny. Wszędzie dookoła rosła trawa. Przez środek doliny przepływała
rzeka. Wiła się między pagórkami niosąc ze sobą miliardy dusz.
- Teraz tylko musimy znaleźć właściwe serca, wydostać się stąd i znaleźć
Sheut. Łatwizna! – powiedziała Julia.
- To do dzieła – mruknął Erwin. Zaczęli iść przed siebie. Gdy doszli do
brzegu rzeki zobaczyli kamień. W kamieniu był wzór krzyża Ankh.
- Masz go? – zapytał Erwin.
- Mam – powiedziała Jula, po czym przyłożyła krzyż do głazu. Nagle dwa
serca przeszyły ich ja strzały.
- Chyba się udało – powiedział zdezorientowany Erwin.
- Myślę, że tak. Chwila! To nie może być tak proste! – powiedziała Julia.
Miała rację. Zza krzaków wyłonił się bardzo dziwny stwór. Miał głowę krokodyla,
tułów lwa, a zad hipopotama. Był to Ammit.
- To Ammit! – krzyknęła Julia.
- Co on robi? – pytał się Erwin.
- Pożera grzeszne dusze, a skoro nas tak okrąża to znak, że jesteśmy na
jego liście – powiedziała ze strachem Julia.
- Zaczynam się bać – mruknął pod nosem Erwin.
- Jak policzę do trzech biegniemy ile sił w nogach do bramy – zarządziła
Julia. – Raz, dwa, trzy! Biegnij – krzyknęła w pośpiechu Jula, po czym co tchu
w płucach pognali do wyjścia. Udało im się! Uciekli. Za bramą odetchnęli z
ulgą.
- To nie koniec – ostrzegł ich Thot.
- Jak to nie koniec?! – oburzył się Erwin.
- Czeka was jeszcze droga powrotna – powiedział Thot. – Nie czekajcie! Idźcie!
– zarządził. Erwin i Julia posłusznie udali się w drogę powrotną. Nie wiedzieli,
co ich czeka po drodze. Po długim i wyczerpującym marszu doszli do miejsca,
gdzie ich drogi się splotły.
- Tu się spotkaliśmy – powiedziała Julia.
- Racja – mruknął Erwin, po czym ruszyli dalej. Po przejściu pięciu
metrów drogę przeciął im Ammit.
- Myśleliście,
że mi uciekliście! To nie koniec – powiedział chrapliwym głosem. – Tefnut, was
trochę po męczy – powiedział, po czym odbiegł. Nie musieli długo czekać, gdy
przed nimi stanęła boginie Tefnut. Zaczęła w nich strzelać strzałami. Erwin i
Julia zaczęli uciekać. W końcu trafili do samego początku. Tam spotkali Sheut i Maat.
I tak jest super <3
OdpowiedzUsuń