Oto długo wyczekiwany rozdział. Podoba się? Zostaw komenta :3
Pentliczka xD
Rozdział V
Zaćmienie,
niebezpieczeństwo, kwiaty…
-
Oszalałaś! Jest pierwsza w nocy! –
powiedział od progu Erwin.
- Nie
uwierzysz co odkryłam w szkatułce! – powiedziała z radością Julia.
- Nie
mogło to poczekać do jutra?
- Nie
mogło. Musisz to wiedzieć teraz! – powiedziała już lekko zirytowana Julia.
Erwin zaprosił dziewczynę do środka, po czym Julia wyjaśniła mu wszystko od
początku do końca.
-
Rozumiem… - mruknął pod nosem chłopak.
- I
dlatego, to jest takie ważne! Zaćmienie jest jutro około godziny jedenastej i
musimy tam być przed czasem – ostrzegła Julia.
- To
wszystko, czy jest coś jeszcze, o czym mi nie powiedziałaś? – zapytał wciąż
ciekawy sytuacji Erwin.
- To
wszystko. Dobranoc – powiedziała Julia, po czym poszła do domu nabrać energii
na kolejny dzień. Nie wiedziała jeszcze, co ją czeka… Oboje spotkali się koło
katedry. Uznali, że w tą sprawę nie należy wplątywać Patrycji i Patryka.
- Gdzie my to właściwie mamy
zrobić? – zapytał się Erwin.
- Chyba
tam, gdzie się znaleźliśmy po wyjściu z podziemi – powiedziała niepewnie Julia.
Zeszli do podziemi. Gdy doszli na miejsce zobaczyli więcej niż owego dnia,
kiedy ostatni raz tu byli. Na ścianie był napis! „Stań na środku komnaty i weź
w rękę sekretnik. Włóż do niego brakującą część, po czym ukaże ci się dalszy
etap. Powodzenia!”
- Tego
tu nie było! – krzyknął oburzony Erwin.
- Nie
gadaj tyle, tylko patrz czy jakaś pułapka się nie włączy, bo będziemy mieć
kłopoty – powiedziała Julia. Stanęła narodku i włożyła księżyc do sekretnika.
Po chwili otworzyły się kolejne drzwi, a pod Julią zapadła się podłoga. Na
szczęście złapała się Erwina i tym samym uniknęła upadku. Dziewczyna, była
przerażona. Gdy już doszła do siebie ruszyli dalej. Doszli do długiego
korytarza. Na końcu znajdowały się drewniane drzwi. Ciekawość zwyciężyła. Oboje
pociągnęli za klamkę i okazało się, że tam nic nie ma! Pusta ściana! Zaważyli jedna
zarys małej skrytki. Otworzyli ją. Ukazał im się stary, pożółkły papierek
zwinięty w rulonik oraz zdjęcie. Rozwinęli papierek i zaczęli czytać.
Landsberg, 17.01.1885
Drogi poszukiwaczu!
Przepraszam Cię. Przekaże Ci niesprawdzoną
wiadomość. Nie wiem tak naprawdę czy istnieje jakiś skarb. Przekazuję Ci mój
największy skarb, napiszę Ci w skrócie moją historię i o co tu chodzi oraz
udzielę Ci informacji, którą ktoś mi kiedyś przekazał.
Zastanawia Cię pewnie fotografia, która
leżała obok listu. To moja rodzina. Ta kobieta ubrana w suknię i z włosami
spiętymi w kok to moja matka. Obok niej stoi mój ojciec. Ten mężczyzna, który
siedzi przed nimi z bujną brodą, ubrany w garnitur to ja. Obok siedzi moja żona
w ciąży. Moi rodzice zginęli. Wyjechali na ważne wykopaliska i nigdy nie
wrócili. Przyszedł tylko list od ich przyjaciela, że moi rodzice nie żyją. Teraz
coś o mnie. Jestem potomkiem Thota. Już jutro urodzi się moja córeczka, a ja
zgodnie z legendą umrę. Zostawiam ten list, aby ktoś dokończył mego dzieła. Szukałem
bursztynowej komnaty tyle lat! I do tej pory jej nie znalazłem. Komnaty nie ma
tak naprawdę w tym zamku! To tylko kopia! Została ona wywieziona podczas
rozbiorów i do tej pory się nie odnalazła. Moja druga połówka, czyli potomek
Maat zginęła pod czas tych poszukiwań, ale przed tym straszliwym wypadkiem
powiedziała mi to, co odkryła. 16 lipca około godziny dwunastej należy stanąć po
środku katedry. Światło słoneczne wejdzie przez wzór kwiatów i oświetli
naszyjnik z księżycem i w ten oto sposób otworzy się wejście do skarbu. Lecz
jest jeszcze jedna ważna rzecz. Komnaty strzeże Ammit i trzeba będzie
przygotować się do walki z nim. Powodzenia poszukiwaczu i wybacz, że naraziłem
Cię na tak wielkie niebezpieczeństwo, ale chciałem, by ktoś dokończył moje
dzieło. Powodzenia w dalszej drodze!
Jan Branicki
- Jak
taki długi list zmieścił się na tak małym papierze? – zastanawiał się Erwin.
- Mamy
ważniejsze pytania! Na przykład czy nasze narażenie życia nie poszło na marne! Jak
powiemy to reszcie?! Jaka legenda?! I jakie dzieło?! – wyliczała Julia.
-
Chodźmy już lepiej, bo jeżeli Patrykowi albo Parycji zachce się tu przyjść to
będziemy biedni – ostrzegł Erwin.
- Racja!
Chodźmy za nim… - tu skończyła, ponieważ w przejściu stanął Patryk.
- Co wy
tu robicie i co to za przejście – zapytał chłopak. Erwin i Julia nie wiedzieli,
co powiedzieć, więc minęli Patryka i uciekli do swoich domów. Wiedzieli jednak,
że jutro będzie jeszcze gorzej, ale woleli uniknąć konfrontacji w takim miejscu
i z taką informacją w głowie.
- Mam dla
ciebie ważną wiadomość – powiedziała do Julii mama, gdy tylko dziewczyna weszła
do domu.
- Jaką? – zapytała się dziewczyna.
- Jaką? – zapytała się dziewczyna.
-
Dostałam propozycje pracy w miasteczku 10 km od Gorzowa i wiesz dobrze, że tylko tata umie
jeździć samochodem. Uznaliśmy więc, że wyprowadzimy się do tej wsi pod koniec
wakacji. Tak będzie lepiej – zakończyła ostrożnie mama.
- Jak
to?! Przecież dopiero tu się wprowadziliśmy! Co z Patrykiem?! Co z Patrycją?! A
Dawid?! Rozmawiałaś już z nim?! – irytowała się dziewczyna.
- Tak,
rozmawiałam. Już postanowione czy tego chcesz czy nie – powiedziała ostrożnie
mama.
- Idę do
Patryka! Nie wiem o której wrócę – krzyknęła Julia, po czym wyszła z domu.
-
Wyprowadzam się – powiedziała już od progu Julia. – Jesteś na mnie zły za
dzisiaj – zapytała się.
- Co
wyście tam robili?! – zapytał chłopak.
-
Poszliśmy dalej. Znalazłam wskazówkę i postanowiliśmy was w to nie mieszać –
powiedziała Julia.
-
Przecież obiecałaś, że nie będziesz tak robić – powiedział chłopak.
-
Przepraszam.
- Już
dobrze. Widzę, że dziś to już dla ciebie za dużo – powiedział chłopak, po czym
przytulił dziewczynę i ją pocałował.
Wow! Superrrr :D
OdpowiedzUsuń