wtorek, 9 kwietnia 2013

Ten Tajemniczy Księżyc... cz. 7

Daje kolejny rozdział. Mam nadzieję, że się wam spodoba i oddacie głos w ankiecie ;) Następna część pojawi się nie długo ;)
Pentliczka xD

Rozdział X
Tam gdzie Ozyrys mówi dobranoc…
                
          Tym czasem, gdzieś w podziemiach.
                  - Auć! Jak boli – powiedziała z bólem Julia. - Gdzie ja jestem i jak się tu znalazłam? – pytała się sama siebie Jula tym samym próbując wstać. – Halo! Jest tu ktoś?- krzyczała na cały głos. – Jak tu ciemno, strasznie i pełno pajęczyn – mówiła sama do siebie dziewczyna. – Chwila! Chyba mam ze sobą latarkę – przypomniała sobie Julia.
                   - To zbędne. Nie będzie ci to tu potrzebne – powiedział jakiś dziwny głos.
                   - Kto tu jest? – spytała przerażona dziewczyna.
                   - Tak! Ja! Twój pan i władca – odpowiedział pogardliwie głos.
                   - Czyli? – pytała się dalej Jula.
                   - Ozyrys! Pan podziemia i władca wszystkich jego mieszkańców – powiedział, po czym wyłonił się z mroku. Miał zieloną twarz. Oczy wąskie, ale całe niebieskie. Odziany był w białą szatę ze złotymi akcentami. W prawej ręce trzymał krzyż Ankh. Julia była przerażona.
                    - Choć ze mną do świata wiecznie żywych – kusił Julię Ozyrys.
                    - Zostaw ją! – krzyknęła Maat. Była to wysoka kobieta z czarnymi, lokowanymi włosami, z których wystawało strusie pióro. Była ubrana w białą, lekką szatę. Bił od niej blask.
                    - Oj no masz! Czy ty zawsze musisz mi zabierać najlepszą część zabawy?! – burzył się Ozyrys.
                    - To moja wybranka i ani mi się waż ją ruszyć! – groziła Maat.
                    - Bo co?! – puszył się Ozyrys.
                    - To jest wybrana i ma za zadanie odnalezienie i chronienie skarbów wszystkich światów. Nie udawaj, że nie wiesz – odwarczała bogini. Ozyrys nie odezwał się słowem, tylko odwrócił się napięcie i ruszył w mrok.
                    - Choć ze mną. Muszę ci coś dać – powiedziała łagodnie Maat. Julia nic nie powiedziała, tylko poszła w ślad za Maat.
                    - To krzyż Ankh. Jest jednym ze skarbów świata bogów. Pilnuj go! – powiedziała bogini.
                    - Nie jestem godna – powiedziała niepewnie Julia.
                    - Nie słyszę odmowy! Masz go wziąć! Jesteś moją wybraną i to twój obowiązek – wyjaśniła Maat.
                    - Jak sobie życzysz pani – powiedziała z pokorą Julia.
                    - Teraz umieszczę cię w specjalnej komnacie, gdzie będziesz mogła się pożywić i ugasić pragnienie, po czym będziesz mogła udać się na spoczynek. Potem Sheut się tobą zajmie – wyjaśniła Maat, po czym zaprowadziła Julię do owej komnaty.  Po ugaszeniu pragnienia i głodu Julia położyła się na złotym łożu i zasnęła. Gdy tylko otworzyła oczy zobaczyła Sheut.
                    - Pobudka – powiedziała zjawa.
                    - Miałam piękny sen – powiedziała Julia.
                    - To bardzo dobrze, ale teraz czeka cię ciężki dzień – powiedziała Sheut.
                    - Co mnie czeka? – zapytała z wyprzedzeniem Jula.
                    - Musisz odnaleźć Ib, czyli swoje serce, by się stąd wydostać – wyjaśniła zjawa.
                    - Gdzie mam go szukać? – zapytała się dziewczyna.
                    - W morzu Ib. Zaprowadzę cię tam, ale dalej będziesz musiała sobie sama poradzić – powiedziała Sheut.
                    - Prowadź – powiedziała dziewczyna, po czym ruszyła w nieznane za znaną zjawą. Sheut prowadziła ją bardzo krętymi i czasami wąskimi ścieżkami. Doszły miejsca, gdzie kończyła się droga, a zaczynał się wielki wąwóz.
                    - Dalej musisz iść sama. W połowie drogi spotkasz Thota. Powie ci, co masz dalej robić, po czym będziesz musiała znaleźć swoje Ib. Jesteś gotowa? – zapytała Sheut.
                    - Tak – powiedziała zdecydowanie Julia. Po czym ruszyła przed siebie. Nie wiedziała, że przeprawa będzie tak niebezpieczna.

3 komentarze: